Jeden z czytelników bloga zamieścił komentarz takiej treści:
"[...] Próbuje nauczyć się angielskiego. Mam już 44 lata i ciężko mi się skupić, oraz przeraża mnie ilość materiału do nauki. Czy jestem wstanie to wszystko zapamiętać, a potem używać tego w rozmowie. Mam dużo podręczników : Angielski Assimil, Mówimy po Angielsku Szkutnika, Angielski dr Krzyżanowskiego, Angielski Dobrzycka, Angielski Redpoint, Instant English J.P. Sloana......... i od roku nie wiem z czego się uczyć ;-) oraz jaką metodę nauki przyjąć."
W gruncie rzeczy obiekcje zgłaszane przez naszego czytelnika są typowe. Spróbujmy się im przyjrzeć.
"Próbuje nauczyć się angielskiego."
Niestety przyjęcie tej taktyki nie będzie skuteczne. Pisałem o tym w artykule:
http://jezykwrok.blogspot.com/2014/11/nauka-jezyka-obcego-jest-jak-slizgawka.html
Zasadniczo chodzi, że nauka języka jest jak wchodzenie na wyślizganą górkę. Jeśli robimy to małymi kroczkami, wówczas buksujemy i nie udaje nam się pokonać wzniesienia. Jeśli wbiegamy z rozpędu, wówczas udaje nam się wbiec na szczyt.
Tak samo jest z nauką języka. Niezbędna jest determinacja. Niezbędna jest duża ilość czasu każdego dnia.
"Mam już 44 lata"
Istnieje faktycznie mit, że z powodu wieku tracimy zdolności do nauki języka obcego. Oczywiście wiek ma znaczenie w nauce języka obcego, ale nie ma tu prostej zależności, że zdolności przyswajania zmniejszają się wraz z upływającym czasem. Generalnie wygląda to tak:
- W wieku kilku lat (3-4) zatracamy zdolność naturalnej absorbcji języka. Po tym okresie już nie jesteśmy w stanie uczyć się tylko poprzez słuchanie. Musimy zrozumieć - ktoś musi nam wytłumaczyć. Potrzebujemy nauczyciela lub samouczka.
- W wieku około 10 lat wykształca się nasz aparat mowy. Po tym okresie już prawie całe życie będziemy mówić przynajmniej z lekkim akcentem.
I na to nie mamy wpływu. Natomiast jeśli chodzi o tempo nauki słownictwa, gramatyki, płynność w mówieniu, zdolność rozumienia ze słuchu, to oczywiście osoba dorosła uczy się szybciej niż dziecko. I wie to każdy, kto próbował odrabiać z dzieckiem lekcje.
"ciężko mi się skupić"
Jest to realny problem, który może być istotną przeszkodą w nauce. Niemożność skupienia się lub zwykłe lenistwo jest reakcją obronną naszego organizmu, aby nie angażować uwagi i zasobów biologicznych w rzeczy, które są nam niepotrzebne.
Podam przykład: największy nieuk w klasie, ktoś jadący na samych jedynkach i nie znający ani jednego słówka, na wakacjach poznał ładną Brytyjkę (podobno są takie). Nagle stał się prymusem w nauce języka angielskiego. Ot, co daje motywacja.
Inny przykład: ktoś, kto całe życie "zaczynał naukę angielskiego" nagle dostał propozycję awansu. Awans jest jednak uzależniony od tego, że w ciągu 6 miesięcy nauczy się komunikować po angielsku. Nagle ten zapracowany człowiek, który wiecznie zaczynał, znajduje 4 godziny dziennie na naukę i praktykę.
Niestety bez motywacji nie da się nauczyć języka. Jeśli nie możemy znaleźć czasu w trakcie dnia, jeśli jesteśmy zajęci i mamy tysiąc innych spraw, jeśli nie możemy się skupić na podręczniku, to... być może po prostu my tego języka do niczego nie potrzebujemy! To nie jest tak, że wszyscy muszą znać języki obce, to nie jest tak, że każdy musi biegle porozumiewać się po angielsku. Być może zamiast katować się angielskim, lepiej spędzić ten czas z rodziną - będzie więcej pożytku. A przecież i tak większość ludzi nigdy nie wykorzysta zdobytej wiedzy językowej. Więc po co?
No właśnie: po co? Od odpowiedzi na to pytanie tak naprawdę uzależnione jest to, czy odniesiemy sukces.
"przeraża mnie ilość materiału do nauki"
Bo bez wątpienia materiał jest ogromny, wręcz przytłaczający. W istocie nie można nauczyć się języka obcego. Sam studiowałem filologię obcą. Studia rozpocząłem znając już nieźle język. Podczas studiów poświęcałem do 10 godzin dziennie na naukę. A i tak nie mam poczucia, że znam ten język świetnie. Moja żona jest cudzoziemką mieszkającą w Polsce od 10 lat. Ciągle ma wątpliwości, ciągle nie czuje się swobodnie.
Powiem więcej, tak naprawdę nikt z nas nie zna do końca nawet swojego języka ojczystego. Musimy się z tym pogodzić, że języka uczymy się całe życie i nigdy, powtarzam, nigdy nie będziemy go znali perfekcyjnie. Opowieści o tym, że ktoś zna kilka języków biegle, można włożyć między bajki. Ogłoszenia o pracę, w których poszukują się osób z "doskonałą znajomością języka obcego" są pisane przez ćwierćinteligentów. Należy pamiętać, że umiejętność zamówienia pizzy to nie jest znajomość języka.
Skoro rzeczy tak się mają, musimy się pogodzić z tym, że języka możemy nauczyć się tylko w pewnym zakresie. W jakim? To zależy od naszych potrzeb. Być może wystarczy nam umiejętność przeglądania stron internetowych. Być może chodzi o spędzenie wakacji za granicą.
W każdym razie musimy stawiać sobie cele długoterminowe i krótkoterminowe. Celem długoterminowym może być nauczenie się 3000 słów i zwrotów. Inny cel długoterminowy to przeczytanie powieści Dickensa po angielsku. Jeszcze innym celem może być wycieczka do Londynu i umiejętność kupienia biletu na metro. Na pewno nie powinniśmy określać naszego celu jako "nauczenie się języka". Jest to cel zbyt odległy, zbyt mglisty. Nigdy nie będziemy też w stanie sprawdzić, czy osiągnęliśmy cel, nie będziemy mogli się z realizacji celu cieszyć.
Niezależnie od celów długoterminowych musimy wyznaczyć sobie cele krótkoterminowe. Np. do końca miesiąca nauczę się 100 nowych słówek. Albo: przez weekend przeczytam 5 stron jakiejś książki. Albo poznam dokładnie słownictwo, które jest niezbędne podczas wycieczki do Londynu z podręcznika ABC.
Dzięki takiemu podejściu będziemy cieszyć się każdym sukcesem, a nie demotywować bezładną masą materiału do ogarnięcia.
"Czy jestem wstanie to wszystko zapamiętać"
"To", to znaczy "co"? "Tego wszystkiego" zapamiętać się nie da. 100 słów z podręcznika Dobrzyckiej zapamiętać się da. Znów kłania się nam umiejętność wyznaczania sobie celów krótkoterminowych i długoterminowych.
"a potem używać tego w rozmowie"
Faktycznie jest taka tendencja w dydaktyce języków obcych, aby eksponować sprawność mówienia. Takie podejście "komunikacyjne" stoi w opozycji do podejścia z poprzednich stuleci, gdzie ważna była przede wszystkim umiejętność czytania.
Ale: nie będziecie umieli mówić, jeśli nie będziecie czytać. Mówienie to bardzo trudna sprawność i wymaga długich godzin nauki i ćwiczeń. Nie stresowałbym się nadmiernie tym, że nie potrafię nic powiedzieć. Zawsze rozpoczynam naukę języka od czytania, a nie od mówienia. I przez czytanie rozumiem przeczytanie 40 powieści, a nie urywku z gazety.
Proszę zauważyć, że dzieci zaczynają mówić "mama" po roku słuchania. Tak samo jest z ludźmi dorosłymi: najpierw słuchanie i czytanie, potem mówienie.
"Mam dużo podręczników [...] i od roku nie wiem z czego się uczyć "
Zacząłbym od Dobrzyckiej w połączeniu z Assimilem. Przynajmniej ja zawsze tak się uczę języka. W przypadku Dobrzyckiej - realizowałbym dwie lekcje na tydzień. Podręcznik zostanie ukończony po 6 miesiącach. Do kolejnej lekcji przechodziłbym nawet wówczas, gdy nie miałbym poczucia, że wszystko znam doskonale.
W przypadku Assimila, czytałbym i słuchał 1 lekcji przez dwa dni. Po 6 miesiącach skończyłbym obydwa samouczki. To daje około 3000 słów, co pozwala na czytanie prostych lektur.
czwartek, 31 marca 2016
wtorek, 29 marca 2016
Język w rok na własnej skórze: miesiąc 3 - lektury uproszczone
W trzecim miesiącu nauki języka poczułem się na siłach, aby rozpocząć czytanie książek. O konieczności czytania w nauce języka pisałem więcej tutaj:
O co chodzi z tym czytaniem?
W chwili obecnej będą to jeszcze lektury uproszczone, aby uniknąć wypisywania ogromu słówek. Jako pierwszą wybrałem lekturę na poziomie A1: Giovanni Boccaccio, Decameron.
http://www.ettoi.pl/jezyk-wloski-lektury-i-lekturki-letture-graduate-eli-giovani-a1-b1-c-2_86_212/decameron-novelle-scelte-cd-audio-p-4680
Jestem dość zadowolony. Nigdy nie miałem okazji przeczytania Decamerona, a dzięki tej lekturze zapoznam się z zarysem treści. Jest ona niejako streszczeniem.
Lektura uproszczona na poziomie A1 wymaga znajomości 600 słówek. Muszę powiedzieć, że czytam ją bez problemu, sprawdzając tylko od czasu do czasu jakieś nieznajome słówko. Po przerobieniu lektury, przesłucham dołączoną do niej płytę.
W czasie czytania korzystam ze słownika "Uniwersalny słownik włosko-polski" wydawnictwa Rea. Atutem słownika jest to, że został oparty na renomowanym słowniku włoskim "Lo Zingarelli minore". Dodatkowo format słownika jest bardzo poręczny. Jest to opasły słownik, ale dobrze leży w dłoni. Można po niego sięgnąć jedną ręką. Dzięki temu dobrze się korzysta podczas czytania. Nie cierpię słowników dwutomowych, jak również takich, których nie da się utrzymać w dłoni. Z tym nie ma takich problemów. Póki co ten słownik jest za duży jak na moje możliwości, ale postanowiłem od razu kupić duży słownik, ponieważ nie chciałem wydawać pieniędzy dwa razy. Zapłaciłem raz a dobrze i mam słownik na lata, a nie tylko na początek nauki:
http://www.rea-sj.pl/uniwersalny-slownik-wlosko-polski/330/
Jestem bardzo zadowolony z formatu i jakości wykonania tego słownika. Nie potrafię go jeszcze ocenić od strony merytorycznej. Opinie znalezione w Internecie są bardzo pozytywne. Mam nadzieję, że się nie zawiodę.
Nie katuję się czytaniem. Zacząłem z wolna. Dziennie czytam zaledwie stronę. Kiedy uporam się z lekturą na poziomie A1, przystąpię do lektury na poziomie A2, potem B1. I tak, zgodnie z założeniem eksperymentu, od 1 stycznia 2017 roku chciałbym już umieć czytać lektury w oryginale z niewielką pomocą słownika.
O co chodzi z tym czytaniem?
W chwili obecnej będą to jeszcze lektury uproszczone, aby uniknąć wypisywania ogromu słówek. Jako pierwszą wybrałem lekturę na poziomie A1: Giovanni Boccaccio, Decameron.
http://www.ettoi.pl/jezyk-wloski-lektury-i-lekturki-letture-graduate-eli-giovani-a1-b1-c-2_86_212/decameron-novelle-scelte-cd-audio-p-4680
Jestem dość zadowolony. Nigdy nie miałem okazji przeczytania Decamerona, a dzięki tej lekturze zapoznam się z zarysem treści. Jest ona niejako streszczeniem.
Lektura uproszczona na poziomie A1 wymaga znajomości 600 słówek. Muszę powiedzieć, że czytam ją bez problemu, sprawdzając tylko od czasu do czasu jakieś nieznajome słówko. Po przerobieniu lektury, przesłucham dołączoną do niej płytę.
W czasie czytania korzystam ze słownika "Uniwersalny słownik włosko-polski" wydawnictwa Rea. Atutem słownika jest to, że został oparty na renomowanym słowniku włoskim "Lo Zingarelli minore". Dodatkowo format słownika jest bardzo poręczny. Jest to opasły słownik, ale dobrze leży w dłoni. Można po niego sięgnąć jedną ręką. Dzięki temu dobrze się korzysta podczas czytania. Nie cierpię słowników dwutomowych, jak również takich, których nie da się utrzymać w dłoni. Z tym nie ma takich problemów. Póki co ten słownik jest za duży jak na moje możliwości, ale postanowiłem od razu kupić duży słownik, ponieważ nie chciałem wydawać pieniędzy dwa razy. Zapłaciłem raz a dobrze i mam słownik na lata, a nie tylko na początek nauki:
http://www.rea-sj.pl/uniwersalny-slownik-wlosko-polski/330/
Jestem bardzo zadowolony z formatu i jakości wykonania tego słownika. Nie potrafię go jeszcze ocenić od strony merytorycznej. Opinie znalezione w Internecie są bardzo pozytywne. Mam nadzieję, że się nie zawiodę.
Nie katuję się czytaniem. Zacząłem z wolna. Dziennie czytam zaledwie stronę. Kiedy uporam się z lekturą na poziomie A1, przystąpię do lektury na poziomie A2, potem B1. I tak, zgodnie z założeniem eksperymentu, od 1 stycznia 2017 roku chciałbym już umieć czytać lektury w oryginale z niewielką pomocą słownika.
poniedziałek, 15 lutego 2016
O co chodzi z tym czytaniem?
Przerobiłeś podręcznik danego języka. Potem wyjeżdżasz do innego państwa, patrzysz na napis na ulicy i... pamiętasz, że znasz to słowo, że widziałeś go w podręczniku, być może pamiętasz nawet stronę. Jednak: nie pamiętasz jego znaczenia.
Inna sytuacja: przypadkowy przechodzień zaczepił cię na ulicy i zadał pytanie. Masz odpowiedź na końcu języka, jednak nie możesz przypomnieć sobie zdania, którego przecież uczyłeś się na pamięć jeszcze wczoraj.
O co chodzi? Skąd biorą się takie i tym podobne problemy? Problemy te nie są spowodowane sklerozą, lecz tym, że nie czytasz książek w języku obcym.
Z lekcji metodyki nauczania języków obcych pamiętam, że nie można mówić o znajomości słówka, jeśli tylko nauczyliśmy się go na pamięć ze słowniczka polekcyjnego. Taka "znajomość" jest zbyt płytka. Niby znamy słówko, ale w sytuacji stresowej, realnej, nie możemy przypomnieć sobie jego znaczenia, nie mówiąc już o czynnym użyciu. Słówko znajduje się gdzieś na powierzchni naszego umysłu, ale nie przeniknęło do głębi. Potrafimy go przetłumaczyć widząc kontekst naszego podręcznika, lecz kiedy napotykamy je w innym kontekście, nie znamy jego znaczenia.
Aby można było powiedzieć, że nauczyliśmy się jakiegoś słówka, musimy spotkać go kilkadziesiąt razy (sic!) i to w różnych kontekstach. Oznacza to, że nie należy powinieneś przerabiać swojego podręcznika kilkadziesiąt razy, tylko powinieneś spotkać to słowo kilkadziesiąt razy poza podręcznikiem, w różnych sytuacjach.
Oczywiście najlepiej by było wyjechać na studia za granicę. Ale co, jeśli to nie jest możliwe? Jak spotkać dane słówko kilkadziesiąt razy w różnych kontekstach, jeśli mieszkasz w Polsce i jesteś otoczony przez osoby polskojęzyczne? W tej sytuacji musisz zagranicę przywieść do Polski, to znaczy codziennie czytać książki w języku obcym, oglądać telewizję i słuchać radia. Dziś to naprawdę łatwe.
Najlepsze rezultaty daje czytanie. Dzięki wchłanianiu jednej powieści miesięcznie, w krótkim czasie zetkniesz się z najpopularniejszymi słowami nie kilkadziesiąt, ale kilkaset razy. To naprawdę działa!
Inna sytuacja: przypadkowy przechodzień zaczepił cię na ulicy i zadał pytanie. Masz odpowiedź na końcu języka, jednak nie możesz przypomnieć sobie zdania, którego przecież uczyłeś się na pamięć jeszcze wczoraj.
O co chodzi? Skąd biorą się takie i tym podobne problemy? Problemy te nie są spowodowane sklerozą, lecz tym, że nie czytasz książek w języku obcym.
Z lekcji metodyki nauczania języków obcych pamiętam, że nie można mówić o znajomości słówka, jeśli tylko nauczyliśmy się go na pamięć ze słowniczka polekcyjnego. Taka "znajomość" jest zbyt płytka. Niby znamy słówko, ale w sytuacji stresowej, realnej, nie możemy przypomnieć sobie jego znaczenia, nie mówiąc już o czynnym użyciu. Słówko znajduje się gdzieś na powierzchni naszego umysłu, ale nie przeniknęło do głębi. Potrafimy go przetłumaczyć widząc kontekst naszego podręcznika, lecz kiedy napotykamy je w innym kontekście, nie znamy jego znaczenia.
Aby można było powiedzieć, że nauczyliśmy się jakiegoś słówka, musimy spotkać go kilkadziesiąt razy (sic!) i to w różnych kontekstach. Oznacza to, że nie należy powinieneś przerabiać swojego podręcznika kilkadziesiąt razy, tylko powinieneś spotkać to słowo kilkadziesiąt razy poza podręcznikiem, w różnych sytuacjach.
Oczywiście najlepiej by było wyjechać na studia za granicę. Ale co, jeśli to nie jest możliwe? Jak spotkać dane słówko kilkadziesiąt razy w różnych kontekstach, jeśli mieszkasz w Polsce i jesteś otoczony przez osoby polskojęzyczne? W tej sytuacji musisz zagranicę przywieść do Polski, to znaczy codziennie czytać książki w języku obcym, oglądać telewizję i słuchać radia. Dziś to naprawdę łatwe.
Najlepsze rezultaty daje czytanie. Dzięki wchłanianiu jednej powieści miesięcznie, w krótkim czasie zetkniesz się z najpopularniejszymi słowami nie kilkadziesiąt, ale kilkaset razy. To naprawdę działa!
niedziela, 31 stycznia 2016
Język w rok na własnej skórze: miesiąc 1 - metoda nauki
Jak wiecie, postanowiłem własną koncepcję nauki języka w rok przetestować na własnej skórze:
http://jezykwrok.blogspot.com/2015/12/jezyk-w-rok-na-wasnej-skorze-miesiac-0.html
W związku z powyższym jeden z gości zadał pytanie:
"Możesz dokładnie opisać jak się uczyłeś z tych 2 podręczników ? Czy każde zdanie na pamięć? Jak długo dziennie itp.?"
Spieszę z odpowiedzią. Nauka przebiega następująco:
W podróży:
Jadąc do pracy (w obie strony około godziny dziennie) uczę się 1 dialogu z Assimila na pamięć. Jeśli dialog nie sprawia mi trudności, część czasu poświęcam na powtórzenie poprzedniego. Kiedy muszę samemu prowadzić samochód, słucham płyt Assimila.
W domu wieczorem:
Przepisuję dialog Assimila patrząc jedynie na tekst polski. Zwracam uwagę na ortografię.
Następnie czytam jedną lekcję z podręcznika Wiedzy Powszechnej. Staram się opanować biernie słownictwo lekcji oraz przyswoić sobie zasady gramatyczne. Zamykam książkę i "w myślach" staram się objaśnić zasady gramatyki, które poznałem, wirtualnemu uczniowi, którego sobie wyobrażam.
Nie martwi mnie, że nie potrafię nic powiedzieć, poza kilkoma zdaniami, które utkwiły mi w głowie z Assimila. Póki co chłonę słownictwo jak gąbka, raczej biernie niż czynnie. Niebawem nadejdzie czas na aktywizację zdobytej wiedzy. Na razie zależy mi na wchłonięciu jak największej liczby słówek, osłuchanie się z językiem, przynajmniej bierne zapoznanie się z gramatyką.
http://jezykwrok.blogspot.com/2015/12/jezyk-w-rok-na-wasnej-skorze-miesiac-0.html
W związku z powyższym jeden z gości zadał pytanie:
"Możesz dokładnie opisać jak się uczyłeś z tych 2 podręczników ? Czy każde zdanie na pamięć? Jak długo dziennie itp.?"
Spieszę z odpowiedzią. Nauka przebiega następująco:
W podróży:
Jadąc do pracy (w obie strony około godziny dziennie) uczę się 1 dialogu z Assimila na pamięć. Jeśli dialog nie sprawia mi trudności, część czasu poświęcam na powtórzenie poprzedniego. Kiedy muszę samemu prowadzić samochód, słucham płyt Assimila.
W domu wieczorem:
Przepisuję dialog Assimila patrząc jedynie na tekst polski. Zwracam uwagę na ortografię.
Następnie czytam jedną lekcję z podręcznika Wiedzy Powszechnej. Staram się opanować biernie słownictwo lekcji oraz przyswoić sobie zasady gramatyczne. Zamykam książkę i "w myślach" staram się objaśnić zasady gramatyki, które poznałem, wirtualnemu uczniowi, którego sobie wyobrażam.
Nie martwi mnie, że nie potrafię nic powiedzieć, poza kilkoma zdaniami, które utkwiły mi w głowie z Assimila. Póki co chłonę słownictwo jak gąbka, raczej biernie niż czynnie. Niebawem nadejdzie czas na aktywizację zdobytej wiedzy. Na razie zależy mi na wchłonięciu jak największej liczby słówek, osłuchanie się z językiem, przynajmniej bierne zapoznanie się z gramatyką.
poniedziałek, 7 grudnia 2015
Najlepszy podręcznik do nauki języka włoskiego (materiały)
Dziś postaram się przedstawić swoją subiektywną opinię na temat materiałów do nauki języka włoskiego. Poniżej zamieszczam listę podręczników, które mi osobiście wydają się optymalne dla osoby dorosłej, rozpoczynającej naukę od zera, która ma zamiar nauczyć się języka samodzielnie.
Znacie moją niechęć do kolorowych podręczników, które za około 100 złotych nie mają do zaoferowania nic więcej poza wielkimi zdjęciami uśmiechniętych ludzi. Podręczniki te są dobre dla nauczycieli, a nie dla uczniów, ponieważ będąc napisanymi w języku docelowym, nie posiadają komentarzy gramatycznych po polsku a ich układ jest zwykle chaotyczny na tyle, że uniemożliwia to samodzielną naukę. Podręczniki te są chętnie wybierane przez nauczycieli w szkołach, ponieważ uzależniają ucznia od nauczyciela w procesie dydaktycznym.
Dlatego dobierając materiały do nauki włoskiego, kierowałem się kryterium: grube, szare, tanie, dające materiał do nauki na 1000 godzin, z ogromnym komentarzem gramatycznym po polsku, z bardzo dobrymi nagraniami, uporządkowane i logiczne.
Oto materiały do nauki włoskiego, które uważam za szczególnie godne uwagi:
2. Anne-Marie Olivieri, Język włoski łatwo i przyjemnie, Assimil
3. E. Janfrancesco, Parla e scrivi, Cendali editori in Firenze
Znacie moją niechęć do kolorowych podręczników, które za około 100 złotych nie mają do zaoferowania nic więcej poza wielkimi zdjęciami uśmiechniętych ludzi. Podręczniki te są dobre dla nauczycieli, a nie dla uczniów, ponieważ będąc napisanymi w języku docelowym, nie posiadają komentarzy gramatycznych po polsku a ich układ jest zwykle chaotyczny na tyle, że uniemożliwia to samodzielną naukę. Podręczniki te są chętnie wybierane przez nauczycieli w szkołach, ponieważ uzależniają ucznia od nauczyciela w procesie dydaktycznym.
Dlatego dobierając materiały do nauki włoskiego, kierowałem się kryterium: grube, szare, tanie, dające materiał do nauki na 1000 godzin, z ogromnym komentarzem gramatycznym po polsku, z bardzo dobrymi nagraniami, uporządkowane i logiczne.
Oto materiały do nauki włoskiego, które uważam za szczególnie godne uwagi:
1. Celeste Zawadzka, Język włoski dla początkujących, Wiedza Powszechna
Bardzo stary, już nie wznawiany podręcznik wydany "za komuny" przez Wiedzę Powszechną. Prawie 700 stron druku. Lekcje w tradycyjnym układzie: czytanka, dialog, słowniczek, komentarz, ćwiczenia. Po przerobieniu zna się włoski w zakresie około 3000 słów + gramatyka, co umożliwia czytanie gazet.
Assimil to głównie kursy audio. Również i w tym przypadku otrzymujemy 4 płyty z nagranymi dialogami oraz książeczkę z zapisem tych dialogów. Po przesłuchaniu rozumiemy ze słuchu około 3000 słów i potrafimy reagować w typowych sytuacjach.
Włoski podręczni. Wygląda imponująco. Zawiera masę tekstów i ćwiczeń gramatycznych. Jestem pod wrażeniem jego logiczności.
Osobiście zalecam realizację najpierw punktu 1 i 2 równocześnie, potem punktu 3, ponieważ podręcznik Parla e scrivi wymaga już przynajmniej biernej znajomości języka.
A co potem? Potem rozpoczyna się podróż trwająca przez całe życie: czytanie, czytanie, czytanie.
Polecam!
niedziela, 6 grudnia 2015
Język w rok na własnej skórze: miesiąc 0 - język wybrany, materiały zebrane
Przystępuję do eksperymentu! Przeprowadzając doświadczenie na własnej skórze, spróbuję udowodnić, że osoba zajęta, pracująca, jest w stanie nauczyć się języka obcego w rok, osiągając po roku poziom B1 lub B2, czyli poziom umożliwiający konwersację w sytuacjach dnia codziennego, czytanie gazet, przeglądanie stron internetowych i oglądanie telewizji.
Udowodnię, że powyższy cel jest możliwy do zrealizowania przy spełnieniu następujących warunków:
- poświęceniu odpowiedniej ilości czasu, co oznacza codzienną naukę bez wyjątków.
- odpowiednie zmotywowanie się, co oznacza wyznaczenie sobie konkretnego celu
- naukę według odpowiedniej metody, co pociąga za sobą dobranie wartościowych materiałów
oraz
- używanie języka w realnych sytuacjach, a więc wyjazd do danego kraju na wakacje, czytanie interesujących książek i stron internetowych, oglądanie interesujących filmów.
Językiem eksperymentu będzie... język włoski.
Podoba się mój wybór? :)
Plan nauki wygląda następująco:
Czas: 12 miesięcy, to jest od 1 stycznia do 31 grudnia 2016 + lekkie oswajanie się z językiem w grudniu 2015.
Materiały: Będę się uczył z następujących książek:
Są to kolejno:
1. Celeste Zawadzka, Język włoski dla początkujących, Wiedza Powszechna
2. Anne-Marie Olivieri, Język włoski łatwo i przyjemnie, Assimil
3. E. Janfrancesco, Parla e scrivi, Cendali editori in Firenze
Dodatkowo będę sporo czytał, najpierw lektury uproszczone, następnie proste teksty oryginalne. Będę też starał uczyć się nieco na pamięć jakiś krótkich tekstów.
Plan nauki jest następujący:
1 stycznia do około kwietnia-maja 2016: Przerobienie kursu Assimil czynnie oraz Język włoski dla początkujących biernie.
1 kwietnia do 31 grudnia: Język włoski dla początkujących - czynnie, wraz ze wszystkimi ćwiczeniami, uzupełniając o Parla e scrivi.
Od kwietnia próby czytania książek, oglądania filmów na YouTube. itp.
Efekty nauki będę się starał prezentować mniej więcej raz w miesiącu.
Udowodnię, że powyższy cel jest możliwy do zrealizowania przy spełnieniu następujących warunków:
- poświęceniu odpowiedniej ilości czasu, co oznacza codzienną naukę bez wyjątków.
- odpowiednie zmotywowanie się, co oznacza wyznaczenie sobie konkretnego celu
- naukę według odpowiedniej metody, co pociąga za sobą dobranie wartościowych materiałów
oraz
- używanie języka w realnych sytuacjach, a więc wyjazd do danego kraju na wakacje, czytanie interesujących książek i stron internetowych, oglądanie interesujących filmów.
Językiem eksperymentu będzie... język włoski.
Podoba się mój wybór? :)
Plan nauki wygląda następująco:
Czas: 12 miesięcy, to jest od 1 stycznia do 31 grudnia 2016 + lekkie oswajanie się z językiem w grudniu 2015.
Materiały: Będę się uczył z następujących książek:
Są to kolejno:
1. Celeste Zawadzka, Język włoski dla początkujących, Wiedza Powszechna
2. Anne-Marie Olivieri, Język włoski łatwo i przyjemnie, Assimil
3. E. Janfrancesco, Parla e scrivi, Cendali editori in Firenze
Dodatkowo będę sporo czytał, najpierw lektury uproszczone, następnie proste teksty oryginalne. Będę też starał uczyć się nieco na pamięć jakiś krótkich tekstów.
Plan nauki jest następujący:
1 stycznia do około kwietnia-maja 2016: Przerobienie kursu Assimil czynnie oraz Język włoski dla początkujących biernie.
1 kwietnia do 31 grudnia: Język włoski dla początkujących - czynnie, wraz ze wszystkimi ćwiczeniami, uzupełniając o Parla e scrivi.
Od kwietnia próby czytania książek, oglądania filmów na YouTube. itp.
Efekty nauki będę się starał prezentować mniej więcej raz w miesiącu.
środa, 25 listopada 2015
Język w rok na własnej skórze: miesiąc 0 - zbieranie materiałów.
Tak więc zgromadziłem materiały, aby przyjrzeć się poszczególnym językom z bliska. Mam też już pewne spostrzeżenia. Przypominam, że celem jest wybranie języka obcego, którego nauczę się w rok (będzie to rok 2016). Założeniem głównym jest to, że nie będzie to nauka powierzchowna, lecz solidne opanowanie poziomu B2, ze szczególnym zwróceniem uwagi na fonetykę i umiejętność pisania esejów. Przyswajać język będę więc profesjonalnie, z filologicznym zacięciem.
A oto wspomniane spostrzeżenia:
1. Słowacki, podobnie jak czeski, nie jest taki łatwy jak go malują. Zrozumienie tekstu czytanego wymaga około miesiąca pracy. Płynność w mówieniu może przyjść równie szybko. Ale są pewne trudności w postaci znacznego podobieństwa do języka polskiego, które czasem może być przeszkodą, oraz fonetyka. Ta obejmuje długie i krótkie samogłoski i pewne specyficzne dźwięki. Ktoś może powiedzieć, że każdy język ma specyficzne dźwięki... Tak, ale w przypadku tak pokrewnego języka jak słowacki, uchybienia w fonetyce powodują, że w istocie nie możemy powiedzieć, że znamy ten język. Słowackiego należy się nauczyć albo doskonale, w ogóle.
2. Fonetyka jest również zmorą uczących się francuskiego. Po koszmarze, jaki przeszedłem z angielskim, gdzie po wielu latach zaniedbań musiałem przyswoić sobie zasady wymowy poszczególnych fonemów, poznać miejsce ich artykulacji, nie chcę jeszcze raz przechodzić tego koszmaru. Rozumienie ze słuchu w przypadku francuskiego to umiejętność, która wymaga słuchania, słuchania i słuchania.
3. Włoski - miły, przyjemny, stosunkowo prosty w wymowie. Stosunkowo łatwy do rozumienia ze słuchu. Gramatyka dość złożona, jak w przypadku każdego języka romańskiego, ale nie jest aż tak upiorna.
i na koniec czarny koń tych wyścigów:
4. Węgierski. Mówią, że to jeden z najtrudniejszych języków świata. Po wstępnym zapoznaniu się z pierwszymi kartkami podręcznika, stwierdzam, że nie obfituje on w problemy nie do pokonania. Wymowa trudna, ale regularna. Raz poznane zasady można bezbłędnie stosować zawsze. Charakterystycznych fonemów nie ma więcej i nie są one trudniejsze niż w niemieckim. Akcent regularny - pada zawsze na pierwszą sylabę i ma tendencję do zanikania. Gramatyka skomplikowana. Słownictwo nieindoeuropejskie, trudne do opanowania z uwagi na długie, z niczym nie kojarzące się słowa.
Węgierski ma jednak podstawowy atut: łatwo tam dojechać, tanio zamieszkać i tania zjeść. Intensywne kontakty z żywym językiem i jego rodowitymi mówcami dostarczają motywacji, której wartość trudno przecenić. A więc może węgierski?
A oto wspomniane spostrzeżenia:
1. Słowacki, podobnie jak czeski, nie jest taki łatwy jak go malują. Zrozumienie tekstu czytanego wymaga około miesiąca pracy. Płynność w mówieniu może przyjść równie szybko. Ale są pewne trudności w postaci znacznego podobieństwa do języka polskiego, które czasem może być przeszkodą, oraz fonetyka. Ta obejmuje długie i krótkie samogłoski i pewne specyficzne dźwięki. Ktoś może powiedzieć, że każdy język ma specyficzne dźwięki... Tak, ale w przypadku tak pokrewnego języka jak słowacki, uchybienia w fonetyce powodują, że w istocie nie możemy powiedzieć, że znamy ten język. Słowackiego należy się nauczyć albo doskonale, w ogóle.
2. Fonetyka jest również zmorą uczących się francuskiego. Po koszmarze, jaki przeszedłem z angielskim, gdzie po wielu latach zaniedbań musiałem przyswoić sobie zasady wymowy poszczególnych fonemów, poznać miejsce ich artykulacji, nie chcę jeszcze raz przechodzić tego koszmaru. Rozumienie ze słuchu w przypadku francuskiego to umiejętność, która wymaga słuchania, słuchania i słuchania.
3. Włoski - miły, przyjemny, stosunkowo prosty w wymowie. Stosunkowo łatwy do rozumienia ze słuchu. Gramatyka dość złożona, jak w przypadku każdego języka romańskiego, ale nie jest aż tak upiorna.
i na koniec czarny koń tych wyścigów:
4. Węgierski. Mówią, że to jeden z najtrudniejszych języków świata. Po wstępnym zapoznaniu się z pierwszymi kartkami podręcznika, stwierdzam, że nie obfituje on w problemy nie do pokonania. Wymowa trudna, ale regularna. Raz poznane zasady można bezbłędnie stosować zawsze. Charakterystycznych fonemów nie ma więcej i nie są one trudniejsze niż w niemieckim. Akcent regularny - pada zawsze na pierwszą sylabę i ma tendencję do zanikania. Gramatyka skomplikowana. Słownictwo nieindoeuropejskie, trudne do opanowania z uwagi na długie, z niczym nie kojarzące się słowa.
Węgierski ma jednak podstawowy atut: łatwo tam dojechać, tanio zamieszkać i tania zjeść. Intensywne kontakty z żywym językiem i jego rodowitymi mówcami dostarczają motywacji, której wartość trudno przecenić. A więc może węgierski?
Subskrybuj:
Posty (Atom)