środa, 16 marca 2022

Jakiego języka warto się uczyć?

 

Jakiego języka obcego warto się nauczyć?

Są osoby, które nie muszą się głowić nad odpowiedzią na to pytanie. Chłopak poznał ładną Chinkę? Zapewne będzie chciał się nauczyć chińskiego. Ktoś planuje wyjazd do pracy do Niemiec? Z pewnością nauka niemieckiego będzie niegłupim pomysłem. Ale co zrobić, gdy los nie dał nam precyzyjnej odpowiedzi na to pytanie, i to my sami musimy podjąć decyzję, w naukę jakiego języka obcego zainwestować nasz czas, pieniądze i energię?

Otóż, jeśli Twoje plany co do nauki języka obcego nie są sprecyzowane, aby podjąć właściwą decyzję, musisz odpowiedzieć sobie na zasadnicze pytanie: Czy znasz już jakiś język obcy? Jeśli nie znasz żadnego języka obcego, innymi słowy w żadnym języku obcym nie jesteś w stanie przeczytać gazety, obejrzeć filmu i napisać maila na 1 stronę formatu A4, a jednocześnie żaden język Cię nie pociąga i z żadnym krajem nic Cię nie łączy, to znaczy, że dobrym pomysłem będzie po prostu nauka języka angielskiego.

Jeśli natomiast znasz już język angielski przynajmniej na poziomie średniozaawansowanym, to znaczy: potrafisz przeczytać po angielsku artykuł na Wikipedii i jesteś w stanie napisać maila na 1 stronę A4, to możesz pomyśleć o nauce drugiego języka obcego - języka, który cię wzbogaci i otworzy przed tobą nowe horyzonty. Jaki to powinien być język? To zależy. Zależy od ciebie.

Podejmując decyzję o nauce drugiego języka, zważ, że poświęcisz mu kilkanaście tysięcy godzin w ciągu kilku najbliższych lat. Powinien być to zatem język, do którego z jakiegoś powodu lgnie twoje serce. Być może jest kraj, w którym czujesz się świetnie, być może kultura, którą podziwiasz, być może literatura, którą chciałbyś przeczytać w oryginale. Niestety musisz też wziąć pod uwagę, że pewne rzeczy mogą cię ograniczać: w małym mieście trudno jest znaleźć nauczyciela języka arabskiego, trudno o dobry podręcznik do języka rumuńskiego, i doprawdy nie wiem, po co ktoś miałby się uczyć języka białoruskiego, skoro nawet prezydent Białorusi nim nie włada.

Jeśli chciałbyś się nauczyć jakiegoś języka obcego dla pieniędzy, to powinieneś wybrać któryś z języków europejskich. Zapewniam, że polski pracodawca nie doceni znajomości języka filipińskiego. Być może cię to zdziwi, ale wbrew obiegowej opinii ciężko o pracę z chińskim i japońskim. Tak więc, jeśli uczysz się języka dla pieniędzy, odpuść sobie języki azjatyckie i afrykańskie. Jeśli nie planujesz studiów, a po prostu chciałbyś się uczyć języka po pracy, poświęcając na niego nie więcej niż godzinę dziennie, to odpuść sobie również trudne języki nieindoeuropejskie, np. węgierski czy fiński. Pamiętaj bowiem o super-zasadzie: od tego, jaki znasz język, ważniejsze jest, jak go znasz. Lepiej znać bardzo dobrze język rosyjski niż słabo fiński, choć teoretycznie to osoby znające fiński zarobią więcej. Na bajońskie zarobki mogą jednak liczyć tylko ci, którzy znają język fiński na poziomie rodowitego mówcy, a to jest niezwykle trudne do osiągnięcia, nawet dla tych, którzy studiują ten język na uniwersytecie i poświęcają mu wiele godzin dziennie.

Zatem, jeśli nie znasz żadnego języka obcego - weź się za naukę angielskiego. Jeśli już znasz angielski, wybierz któryś z dużych lub średnich języków europejskich - taki, który: (1) wzbudza u ciebie pozytywne emocje, (2) jesteś w stanie nauczyć się go, poświęcając do godziny dziennie, (3) masz dostęp do materiałów lub nauczyciela.

Ja ze swojej strony polecam język niemiecki. Jeśli nie wzbudza on u Ciebie pozytywnych emocji, to niebawem zacznie, głównie ze względu na wspaniałą kulturę krajów niemieckojęzycznych, że wspomnę tylko Mozarta, Bacha czy Goethego. Języka niemieckiego w naszej szkole nauczysz się w dwa lata, z tym że już po roku zaczniesz czytać książki po niemiecku. Na naukę będziesz poświęcał około 30 minut dziennie. Zapewnimy Ci świetne materiały i przyjaznego nauczyciela, ale poza naszą szkołą materiałów do niemieckiego nie brakuje. I najważniejsze: w Twojej okolicy właśnie teraz poszukuje się kilkuset pracowników ze znajomością języka niemieckiego. Zatem niemiecki to nie tylko hobby. To zawód.

Jeśli chcesz poznać jakość Szkoły DIETEL, kliknij w zakładkę kontakt i umów się na indywidualną lekcję próbną: stacjonarnie lub online: http://www.dietel.pl/kontakt.php

Artykuł pochodzi ze strony: http://dietel.pl/4u/jaki-jezyk-warto.php

piątek, 11 czerwca 2021

Język hebrajski - lekcje online

 Nauka języka hebrajskiego nie jest popularna w naszym kraju. A szkoda. Osoby władające współczesnym językiem hebrajskim są rozchwytywane na rynku pracy. Ponad to język hebrajski to drzwi do poznania starożytnej, wspaniałej kultury. 

Nauką języka hebrajskiego powinny być zainteresowane również osoby rozmiłowane w Piśmie Świętym. Stary Testament został bowiem spisany w tym właśnie języku. 

Zapraszamy na indywidualne lekcje języka hebrajskiego online: 

http://dietel.pl/hebrajski/

Możliwa jest również nauka stacjonarna w Sosnowcu lub Częstochowie.

poniedziałek, 13 lipca 2020

Kurs łaciny przez internet

Język łaciński stanowi fundament naszej cywilizacji. Łacina była językiem urzędowym, biznesowym i naukowym przez ponad tysiąc lat. Nie da się zrozumieć współczesności bez odwołania się do przeszłości.

Aż do czasu wybuchu II wojny światowej łacina była wykładana w każdej szkole średniej. Potem ze szkół wyrugowali ją komuniści, uznając za wielkopańskie fanaberie. To był poważny błąd. Naród jest bowiem wstanie wykształcić elity tylko wówczas, gdy ma dobrze wykształconą klasę średnią.

Okazji do profesjonalnej nauki łaciny nie ma wiele. Tym bardziej cieszymy się, że został uruchomiony kurs języka łacińskiego przez internet:

http://dietel.pl/lacina/

Kurs jest przeznaczony dla młodzieży i dorosłych. Największą korzyść z kursu odniosą zainteresowani:
- prawem, rzymskimi sentencjami prawnymi
- medycyną, zwłaszcza studenci medycyny oraz licealiści chcący podjąć studia medyczne
- europejskimi językami obcymi
- tekstami religijnymi tzw. ojców i doktorów kościoła
- literaturą średniowieczną i renesansową, np. M. Rej. J. Kochanowski
- filozofią
- poezją
- historią starożytną, średniowieczną i renesansową
- muzyką średniowiecza
- językiem esperanto

Łacina to też niezły trening pamięci, logicznego myślenia i zdyscyplinowanego wysławiania się w mowie i piśmie.

Serdecznie polecamy ten kurs.


poniedziałek, 15 czerwca 2020

Język słowacki w rok - część 4

Zmęczyłem się. Minister niewyspany pokrzyżował mi plany. Plany wyjazdu na Słowację. W związku z tym zapał do nauki opadł.

Byłem już na skraju decyzji o rezygnacji z nauki słowackiego. Jednak przez ostatnie miesiące polubiłem ten język tak mocno, że gdybym go teraz zarzucił, czegoś by mi brakowała.

Tak więc postanowiłem nie odpuszczać mimo przeciwności. Biorę się za intensywną lekturę zakupionych książek i obserwuję, co się dzieje na świecie. Może mimo wszystko uda się wyjechać na Słowację, chociaż do przygranicznych miejscowości.
----------
www.dietel.pl

piątek, 18 października 2019

Język słowacki w rok - część 3

Zgodnie z harmonogramem w październiku miałem wyjechać na Słowację:

https://jezykwrok.blogspot.com/2018/03/jezyk-sowacki-w-10-miesiecy-pomys.html

Tak też zrobiłem. We środę wróciłem z kilkudniowego pobytu w okolicach Popradu. Co udało się osiągnąć? Otóż okazało się, że nauka z podręcznika Kriżom-Krażom A1 była skuteczna. Bez problemu:
- zameldowałem się w hotelu
- zamawiałem jadło w restauracji
- odpowiadałem na pytania sprzedawców przy kasie, w stylu "Czy chce Pan reklamówkę?"
- kupowałem bilety na pociąg
- zapytałem o coś konduktora w pociągu
- zapytałem, czy miejsce jest wolne
i wiele innych.

Jednym słowem, buzia mi się nie zamykała! :) A przy tym miałem świetną zabawę, bo słowacki to wyjątkowo pocieszny język.

Zgodnie z planem kupiłem też książki, które mam zamiar przeczytać do końca sierpnia 2020. Oto one:


Na początku wyjaśnię, że kot widoczny na zdjęciu to rodowity Polak. Po prostu nie dał się odpędzić.

Książek przywiozłem 10, mniej więcej po jednej na miesiąc. Zacznę od "Dzieci z Bulerbyn". Nie śmiejcie się zbytnio, ponieważ lektura książek dla dzieci to jeden z najlepszych sposobów, aby:
1. mieć kontakt z oryginalnym tekstem od samego początku nauki
2. nie utonąć w morzu nieznanych słów

Po "Dzieciach z Bulerbyn" wezmę się za "Opowieści z Narnii", potem "Duma i uprzedzenie", "Hobit" i tak dalej. Na koniec zostawię sobie najtrudniejszego Oskara Wilde. Wśród książek są też albumy na temat historii Słowacji i jej najważniejszych miejsc. Głupio by było nauczyć się języka i nie wiedzieć nic o kraju, w którym mówi się w tym języku.

Jak widzicie praca wre. Odezwę się już niebawem. Tym czasem czas na Kriżom-Krażom A2.

----------
www.dietel.pl

wtorek, 9 kwietnia 2019

Język słowacki w rok - część 2

Hej. Myślę, że zainteresuje was zdjęcie zgromadzonych przeze mnie materiałów do nauki:


Na powyższym zdjęciu widzicie dwutomowy Słownik Słowacko-Polski wydawnictwa Uniwersitas, pod redakcją Zofii Jurczak-Trojan.
Poniżej są trzy części podręcznika Kriżom-Krażom, kolejno dla poziomu A1, A2 i B1.

W październiku wyjeżdżam na Słowację, skąd przywiozę całą walizkę lektur, którymi będę się raczył przez najbliższy rok. Wówczas również opublikuję zdjęcie przywiezionych książek.

Dodatkowo założyłem już kanał na YouTube, który będę prowadził po słowacku. Na pierwszy film będzie trzeba jednak poczekać do późnej jesieni lub do zimy.



----------
Studio Muzyki i Języków Obcych Cytryna.net:
www.cytryna.net

wtorek, 1 stycznia 2019

Język słowacki w rok - aktualizacja

W poprzednim wpisie przedstawiłem wam wizję nauki języka słowackiego w rok. Chciałbym jednak doprecyzować, że moim celem jest:

1. Opanować słowacki na poziomie B2/C1.
2. Opanować umiejętność czytania powieści i poezji słowackiej bez słownika.
3. Rozpocząć prowadzenie kanału YT po słowacku.



----------
Studio Muzyki i Języków Obcych Cytryna.net:
www.cytryna.net

niedziela, 4 marca 2018

Język słowacki w 10 miesięcy - pomysł

Witajcie po dłuższej przerwie. Zatęskniłem za nowym wyzwaniem językowym. Tym razem będzie ono nietypowe.

Otóż chciałbym przyswoić sobie język słowacki od zera do poziomu B2 w - uwaga! - 12 miesięcy.

Zadanie to jest i łatwe i trudne. Z jednej strony język słowacki dzięki swoim podobieństwom jest dość przystępny dla Polaków. Z drugiej strony poziom B2 to poziom bardzo wysoki, umożliwiający swobodne wypowiadanie się na różnorodne tematy.

Projekt rozpoczynam od 1 września 2019 roku. Jego podsumowanie nastąpi 31 sierpnia 2020.

Zakupiłem już 3 podręczniki Krížom Krážom: część pierwsza do poziomu A1, część 2 do poziomu A2, część trzecia do poziomu B1.

Harmonogram przedstawia się następująco:

1 września - rozpoczęcie nauki.
1września - 31 października - przerobić Krížom Krážom A1
w październiku - wycieczka na Słowację, zakup kilku powieści
1 listopada - 31 grudnia - przerobić Krížom Krážom A2 + lektura powieści
1 stycznia - 28 lutego - przerobić Krížom Krážom B1 + lektura powieści
1 marca - 31 sierpnia - lektura pozostałych powieści (1-2 na miesiąc).
w sierpniu - wycieczka do Bratysławy

Zatem w ciągu tych 12 miesięcy mam zamiar:
1. Przerobić 3 części podręcznika Krížom Krážom.
2. Przeczytać 10-15 powieści w języku słowackim.
3. Zorganizować we własnym zakresie i odbyć co najmniej 2 wycieczki na Słowację. W czasie wycieczki porozumiewać się wyłącznie w języku słowackim.

Co sądzicie o tym planie?

Eksperyment ten ma udowodnić, że osoba zdeterminowana jest w stanie przyswoić sobie język na bardzo wysokim poziomie w okresie krótszym niż 1 rok, pod warunkiem, że będzie to język słowiański.

Na bieżąco będę was informował o postępach w nauce. Przedstawię również reportaż z wyjazdu na Słowację.

----------
Studio Muzyki i Języków Obcych Cytryna.net:
www.cytryna.net

poniedziałek, 31 października 2016

Język w rok na własnej skórze: koniec eksperymentu

Minął prawie rok, odkąd zetknąłem się po raz pierwszy z językiem włoskim. W przeprowadzonym eksperymencie chciałem sprawdzić, czy można nauczyć się języka obcego w rok. Odpowiedź brzmi: można, a nawet trzeba!

Oczywiście należy właściwie rozumieć określenie "nauczyć się". Zupełnie nauczyć się języka nie można, ani w rok, ani w dziesięć lat. Czy jako rodowity mówca mogę powiedzieć, że znam już język polski? Czy posługuje się nim zupełnie bezbłędnie, z finezją i wyczuciem? Nie! Zawsze język można znać lepiej, tak jak zawsze można lepiej grać na fortepianie. Dlatego używam określenia "nauczyć się" w znaczeniu "osiągnąć pewien poziom samodzielności, umożliwiający używanie języka obcego w realnych sytuacjach, tj. czytanie stron internetowych, oglądanie filmików na YouTube, konwersacja na poziomie podstawowym, komunikacja z wykorzystaniem internetowych komunikatorów.

Poziom samodzielności, określmy go mianem poziomu B1, to pierwszy cel, do którego zmierza uczący się języka. Cel ten jest oazą na pustyni podczas długiej i wyczerpującej wędrówki. Po podróży pełnej trudów i wyrzeczeń, gdzie na horyzoncie widać było tylko pustkowie, piach, w dzień słońce paliło niemiłosiernie, a nocą dokuczał chłód, wreszcie możemy ugasić pragnienie przy ożywczym źródle komunikacji, odpocząć w cieniu palem lektury ulubionych stron internetowych i poczuć miły wiatr zrozumiałych dla nas wreszcie słów ulubionej piosenki. Ten moment daje siły na dalszą podróż, ale przede wszystkim wiarę w to, że tam, hen, w oddali jest gdzieś kres owej nieludzkiej pustyni, która mimo swej rozległości, przecież musi kiedyś ustąpić miejsca urodzajnym ziemiom. Oaza poziomu średniozaawansowanego jest namiastką i zwiastunem tych ziem. Co prawda można się tu jedynie pokrzepić na dalszą podróż, a nie żąć plony bez znużenia na urodzajnym polu, lecz dobre i to.

Można dojść do tej oazy w rok, a nawet trzeba. Bo cóż będzie, jeśli zaczniemy słaniać się po pustyni, krążyć wkoło, bez celu, bez wytchnienia, bez odpoczynku, bez nagrody. Na ile starczy nam wody w bukłakach, i sucharów w plecaku? Jak długo damy radę maszerować w palącym słońcu zniechęcenia. Gdy wyruszamy w podróż, zwykle jesteśmy zmotywowani, ale na jak długo starczy nam zapału, jeśli dzień następny to tylko znój i trud.

Aby pokonać pustynię i dojść do żyznych pól, które przysporzą nam zysków, dzięki swojej urodzajności, jak najszybciej musimy odnaleźć na pustyni oazę. Rok jest tutaj terminem krytycznym. Jeśli po roku nie nabierzemy sił przed dalszą podróżą, istnieje niebezpieczeństwo, że osłabniemy i już na zawsze będzie krążyć bez celu w majakach, słaniając się na nogach i ekscytując od czasu do czasu widokiem fatamorgany.

Nie ma rady. Trzeba zacisnąć zęby, przyspieszyć kroku, orientować się na słońce i zachłannie wydzierać pustyni kolejne wiorsty. Powiedzieć: nie spocznę, jeśli nie ujrzę oazy poziomu średniej samodzielności!

Tego wam życzę, drodzy czytelnicy.

Ja kończę przygodę z językiem włoskim. Dzięki niej, odwiedziłem Włochy, zobaczyłem wspaniałe miejsca i poznałem wspaniałych ludzi, którzy na zawsze zostaną w mojej pamięci. Uchyliłem drzwi do innej kultury, nowego świata. Tak dzieje się zawsze, gdy podejmujemy się nauki nowego języka. Mam nadzieję, że to nie jest ostatnia przygoda w moim życiu i jeszcze będę miał okazję powtórzyć eksperyment. Myślę już teraz o jakimś języku nieindoeuropejskim, który nastręczy licznych trudności, ale też dostarczy wspaniałych emocji i przeżyć. Tym czasem biorę się do regularnej pracy i zachęcania was na blogu do nauki według metody "Język w rok".
----------
Języka obcego nauczysz się w: www.cytryna.net

czwartek, 29 września 2016

Czy nauczyciel jest niezbędny w nauce języka obcego?

Dziś chciałbym się z wami podzielić krótką refleksją na temat, czy nauczyciel jest niezbędny w nauce języka obcego. Odpowiedź na to pytanie nie jest bowiem tak prosta, jakby się mogło zdawać.

Aby dobrze zrozumieć istotę problemu oraz odpowiedź, której za chwilę udzielę, należy sobie uświadomić w pierwszej kolejności, że ani udział w kursie, ani posiadanie prywatnego nauczyciela, ani uczęszczanie na lekcje w szkole, nie dają żadnej gwarancji, że odniesiemy sukces w nauce języka obcego. Opanowanie języka wymaga bowiem ogromnej ekspozycji na ten język, to znaczy, aby odnieść sukces, musimy mieć z językiem codzienny kontakt, i to nie przez kwadrans, ale godzinami.

Za proces uczenia się języka obcego odpowiadamy zatem my sami, a nie nauczyciel czy szkoła językowa. Żaden nauczyciel, żaden kurs i żadna szkoła językowa nie zagospodaruje nam np. 3 godzin dziennie intensywnej nauki. To, czy poddamy się tak znacznej ekspozycji, zależy tylko od nas i naszej motywacji.

W tym całym procesie nauczyciel pełni rolę jedynie pomocniczą. Może być użyteczny w następujących przypadkach:

1. Aby objaśnić trudne zagadnienia.
Z doświadczenia wiem, że takiego objaśnienia potrzebują dzieci oraz dorośli, którzy uczą się pierwszego języka. Jeśli już ktoś zna choćby podstawy jakiegoś języka i zaczyna się uczyć kolejnego z tej samej rodziny językowej, zwykle nie będzie już potrzebował nauczyciela i może poradzić sobie samemu. Jeśli jednak język jest trudny i występują w nim zjawiska odmienne od tych, z którymi mieliśmy do czynienia, wówczas nauczyciel może się okazać niezbędny. Ja, będąc filologiem z wykształcenia, nie potrzebowałbym nauczyciela do nauki hiszpańskiego. Jednak gdyby przyszło mi się uczyć języka wietnamskiego, z pewnością szukałbym pomocy u specjalisty, z obawy przed nabraniem złych nawyków np. w wymowie tonów.

2. Aby usystematyzować proces nauczania.
Jeśli uczymy się pierwszego języka obcego, wówczas nie mamy doświadczenia i możemy nie wiedzieć, jak przystąpić do tej nauki we właściwy sposób. Może dojść do sytuacji, gdy skupimy się nadmiernie na jakimś zagadnieniu, które w istocie nie jest tak ważne, a poświęcimy zbyt mało czasu innemu, które ma kardynalne znaczenie. Nauczyciel oceni też wartość materiałów dydaktycznych dostępnych na rynku i pomoże wybrać najbardziej efektywną metodę. Jeśli jednak biegle znamy angielski, powiedzmy przynajmniej na poziomie C1, czyli udowodniliśmy, że umiemy uczyć się języków obcych, wówczas nie będziemy potrzebować osoby, która będzie nam doradzać w tym zakresie.

3. Aby sprawdzić, czy nie popełniamy błędów.
Jeśli dopiero uczymy się języka, to znaczy, że go jeszcze nie znamy. Możemy więc przyswajać błędne konstrukcje, powielać je i utrwalać, wcale o tym nie wiedząc. Wówczas powinien wkroczyć dobry nauczyciel i uzmysłowić nam, na czym polega błąd i jak się go ustrzec w przyszłości. Przystępując do nauki francuskiego z pewnością chciałbym, aby ktoś od czasu do czasu posłuchał mojej wymowy i zwrócił mi uwagę, co można w niej poprawić.

Jak wynika z powyższego, odpowiedź na pytanie zadane w tytule nie jest jednoznaczna. Osoba samodzielna, zdyscyplinowana, znająca jakiś język w zaawansowanym stopniu, ucząca się nowego języka z podobnej rodziny językowej - zapisując się do szkoły językowej straci czas i pieniądze. Ktoś początkujący lub uczący się trudnego języka z trudną fonetyką, morfologią lub składnią, z pewnością będzie potrzebował wsparcia.

W każdym z powyższych przypadku należy jednak mieć na uwadze pomocniczość roli nauczyciela. Główną odpowiedzialność za czas poświęcony na naukę i swoją motywację, ponosimy my sami.
----------
Języka obcego nauczysz się w: www.cytryna.net

piątek, 26 sierpnia 2016

Język w rok na własnej skórze: miesiąc 8 - relacja z wyjazdu

Jeśli nie jesteś stałym czytelnikiem mojego bloga, wpierw przeczytaj o projekcie "Język w rok":

Ogólnie o projekcie "Język w rok"

Oto wróciłem! W ósmym miesiącu nauki języka włoskiego odbyłem zapowiadaną wcześniej 10-dniową podróż do Włoch. Zwiedziliśmy północ Italii, a centralnym ośrodkiem naszego wyjazdu był Mediolan - miasto projektantów mody, ale też ciekawych zabytków:



Mediolan to mekka zakupoholików. Znajduje się tutaj mnóstwo butików marek mniej lub bardziej znanych i renomowanych. Powyżej fotografia z miejsca najbardziej prestiżowego - Galerii Emmanuela. W tym pasażu handlowym obejmującym kilka centralnych, zadaszonych uliczek Mediolanu, mają swoje butiki największe i najbogatsze marki modowe. Te mniejsze muszą zadowolić się lokalizacjami mniej prestiżowymi.

Tuż obok Galerii Emmanuela znajduje się bodaj najbardziej znany zabytek Mediolanu i zarazem symbol tego miasta - słynna katedra Duomo:



Budowla robi wrażenie, zwłaszcza o zachodzie słońca. Do zwiedzenia w Mediolanie jest jeszcze kilka ciekawych miejsc, jednak jeśli ktoś nie przyjechał do stolicy włoskiej mody na zakupy, to miasto jest do obejścia w jeden, maksimum dwa dni. Warto jednak tu przyjechać i potraktować Mediolan jako bazę wypadową do innych pobliskich miast, co też sam uczyniłem.

Już drugiego dnia wyruszyłem pociągiem do Genui - rodzinnego miasta Krzysztofa Kolumba. Miasto to, dość urokliwe, rozkłada się nad brzegiem morza, a jego serce bije w starym porcie i w uliczkach, które od niego odchodzą. Zwiedzić tu można jedno z największych w Europie akwariów z okazami rekinów, ryby piły, delfinów, pingwinów, piranii i wielu innych gatunków zwierząt wodnych. Bilet wstępu jest nieprzyzwoicie drogi, a zwiedzanie utrudniają chmary rozwrzeszczanych dzieci, lecz mimo wszystko warto odwiedzić ten zoo-park.

Kolejne punkt na trasie swojej wycieczki wybrałem ze względu na swoje zamiłowanie do włoskiej motoryzacji. Będąc na północy Włoch, odwiedziłem muzeum motoryzacji w Turynie. Można tu obejrzeć masę ciekawych egzemplarzy samochodów zabytkowych, ze szczególnym uwzględnieniem włoskiej myśli technicznej. Mi spodobał się zwłaszcza ten model Alfy Romeo:



Szkoda, że dziś po ulicach nie jeżdżą już tak piękne samochody.
Turyn jest też bazą wypadową dla miłośników włoskich Alp, a także miejscem docelowym wielu pielgrzymów, wierzących w nadprzyrodzone właściwości znajdującego się tam całunu.


Kolejnym przystankiem podróży było jezioro Como, znajdujące się u podnóża Alp. Jezioro to jest miejscem drogim i prestiżowym. Słyszałem, że swoje domy mają tu amerykańskie gwiazdy muzyki pop oraz filmu. Ja sam spędziłem dzień nad jeziorem Como w miejscowości Lecco:




Miejsce z pewnością urokliwe, choć ucywilizowane i nie tak dzikie jak tatrzańskie jeziora.


W końcu zawitałem do Werony - miasta znanego głównie dzięki tragicznej historii pary zakochanych - Romea i Julii. I właśnie to dom Julii, ze słynnym balkonikiem, na których zwykła wyczekiwać na swojego ukochanego, jest najbardziej obleganym zabytkiem miasta. A miasto jest nasączone włoskością. Kipi urokliwymi uliczkami, wąskimi kamieniczkami, restauracyjkami i kafejkami z wybornym jedzeniem. Jeśli w dzieciństwie wyobrażałem sobie Włochy, to wyobrażałem je sobie właśnie takie, jakie ujrzałem w Weronie. A to rzeczony, słynny balkonik Julii:





Prawda, że uroczy? Kontemplując jego piękno, trudno się wszakże skupić, że względu na dobiegające zewsząd odgłosy cmoknięć zakochanych, którzy przybyli na to miejsce, zapewne w celu scementowania swojej miłości.

To tyle, jeśli chodzi o przebieg podróży. Zainteresowanych tą częścią Włoch, odsyłam do stosownych przewodników i blogów podróżniczych. My przejdźmy do sedna, a więc do języka włoskiego, którego konsumpcja wśród rodowitych mówców miała być celem i treścią tej wycieczki.

W czasie wyjazdu wykorzystałem język, którego się uczę od ośmiu miesięcy, w następujących sytuacjach:

1. Zameldowałem się w hotelu. Poinformowałem recepcjonistkę, że mam tu zarezerwowany pokój. Zrozumiałem, że mam podać dokument oraz wypełnić formularz rejestracyjny, który też był w języku włoskim. Zapewne otrzymałem taką wersję, z uwagi na to, że już na wstępnie zagaiłem w języku tubylczym. Zrozumiałem też dyspozycje recepcjonistki, zwłaszcza dotyczące wydania klucza itp.

2. Kupiłem bilety. Zrozumiałem cenę i przekazałem odpowiednią ilość gotówki.

3. Zrobiłem zakupy w sklepie, co nie było przesadnie trudne z uwagi na to, że był to market.

4. Zamawiałem jedzenie w restauracjach i prosiłem o rachunek. Raz udało mi się nawet pogawędzić z kelnerem. Był to żartowniś, który starał się każdemu klientowi zrobić jakiegoś sympatycznego psikusa. Po zjedzonym posiłku postanowiłem również pożartować, zapytując, czy za obiady w tej restauracji należy płacić. Kelner nie stracił poczucia humoru i odpowiedział, że "dla przyjaciół knajpa jest bezpłatna, więc nic nie płacę".

5. Kupiłem kilka książek w księgarni. Tu jednak poległem, gdyż sprzedawca zadał mi pytanie, którego nie zrozumiałem. Chyba chodziło o jakąś kartę rabatową. Do dziś nie mam pewności.

6. Kupiłem małżonce buty, co było trudnym wyzwaniem. Trzeba było bowiem prosić o "rozmiar nr..." oraz "buty o rozmiar większe" oraz "pół numeru mniejsze". Sympatyczna sprzedawczyni była przy tym wyjątkowo gadatliwa i nie ułatwiała mi zadania, opowiadając o każdym produkcie i wychwalając jego zalety. Mówiła po włosku i mówiła szybko, ani przez chwilę nie upewniając się, że wszystko rozumiem, uznając to za pewnik. Czyżby myślała, że jestem cudzoziemcem na stałe mieszkającym we Włoszech.

7. Oczekując na pociąg, odbyłem pogawędkę ze starszą panią. Rozmowę sam zainicjowałem po tym, jak obwąchał mnie jej piesek. Zapytałem, jak piesek się wabi i pochwaliłem, że ładny. Pani zapytała mnie, czy też mam psa. Gdy dowiedziała się, że mam prawdziwe zoo w domu, była cała w skowronkach.

Było też kilka innych sytuacji, jak zakup pamiątek, targowanie się z ulicznym sprzedawcą itp.

Tak to mniej więcej wyglądało. Każdego dnia mogłem wykorzystać swoją znajomość języka i zazwyczaj szło mi na akceptowalnym poziomie, to znaczy osiągałem swój cel.

Do końca roku pozostały 4 miesiące. Spożytkuję je na dalsze studiowanie podręcznika Wiedzy Powszechnej oraz lekturę książek, które nabyłem.

To tyle na gorąco. Jeśli coś przyjdzie mi do głowy, dopiszę.
----------
Języka obcego nauczysz się w: www.cytryna.net

piątek, 29 lipca 2016

Język w rok na własnej skórze: miesiąc 7 - pakuję walizki

Przeczytaj o moim projekcie "Język w rok"

Minął 7 miesiąc nauki. Przerobiłem kurs Assimil, jestem w połowie podręcznika Wiedzy Powszechnej. Za niecałe dwa tygodnie wyjeżdżam do Włoch. Jak już pisałem, w trakcie dnia będę trenował język w następujących sytuacjach:

- lotnisko - rozumienie komunikatów, odprawa
- dworzec kolejowy - rozumienie komunikatów, zakup biletów, uzyskanie informacji o pociągu
- komunikacja miejska - zakup biletów, obsługa automatów biletowych, rozumienie komunikatów
- sklep - zrobienie zakupów spożywczych, zakup odzieży
- restauracja - złożenie zamówienia, prośba o rachunek
- hotel - zakwaterowanie, wykwaterowanie
- poczta - zakup pocztówek i znaczków
- muzeum - zakup biletów, zrozumienie przewodnika
- kontakty z ludźmi - opowiedzenie o sobie, nawiązanie krótkiej rozmowy, wymiana uprzejmości

Po powrocie do hotelu przynajmniej przez godzinę lub dwie będę studiował podręcznik Wiedzy Powszechnej jak również uczył się zwrotów, które byłyby przydatne następnego dnia.

W sumie 10 dni intensywnej nauki. Liczę, że utrwalę poznane już konstrukcje językowe oraz nauczę się przynajmniej 200 nowych słów.

Po powrocie zdam relację.

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Recenzja metody audiolingwalnej, opartej o tzw. pattern drills

Otrzymałem następujące pytanie:

"Z Pana wypowiedzi rozumiem, że najpierw należy bardzo dużo czytać i powtarzać a dopiero po jakimś czasie zacząć mówić. Natomiast w internecie znalazłem artykuł z wypowiedziami pana Szkutnika oraz Krzyżanowskiego, że aby nauczyć się angielskiego, należy w jak najkrótszym czasie nauczyć się na pamięć wyrażeń i zdań, aby je móc automatycznie powtórzyć bez zająknięcia. Jakie jest Pana zdanie?"

Metoda Pana Szkutnika oraz Krzyżanowskiego czerpie z metody audiolingwalnej opartej o tzw. pattern drills. Metoda ta polega na uczeniu się listy wyrażeń i zdań oraz powtarzanie ich wiele razy, aż do osiągnięcia doskonałej biegłości. W metodzie tej niezwykle ważne jest wielokrotne odsłuchiwanie nagrań i powtarzanie za lektorem.

Metoda pattern drills jest metodą dość starą. Popularność zaczęła zyskiwać w latach '40 XX w. Z metodą tą nieodzownie kojarzą się tzw. laboratoria językowe, w których dzielono klasę szkolną na pojedyncze boksy, a których uczniowie siedzieli odseparowani od siebie, a z otoczeniem łączyli się za pomocą słuchawek i mikrofonu. Metoda audiowizualna w owym czasie cieszyła się dużą popularnością ponieważ:
- była odpowiedzią na bardzo przestarzałą metodę tłumaczeniową, właściwą bardziej do dydatktyki martwych języków klasycznych, np. łaciny.
- dzięki znacznej ekspozysji na nagrania w języku obcym oraz konieczność powtarzania za lektorem zdań, bardzo poprawiała wymowę studentów.

Metoda audiowizualna oparta o pattern drills została jednakże poddana krytyce przez czołowych językoznawców oraz dydaktyków. Na czoło wysuwa się tutaj Noam Chomsky, który twierdzi, że "Język nie jest strukturą o charakterze nawykowym. Zwykłe zachowanie językowe najczęściej obejmuje innowację, formułowanie nowych zdań i wzorców zgodnie z zasadami charakteryzującymi się duża abstrakcyjnością i zawiłością."

Dlatego lansowana przez Pana Szkutnika oraz Pana Krzyżanowskiego metoda, pomimo swoich walorów, została zarzucona w dydaktyce języków obcych. Była to metoda lepsza w porównaniu do metody tłumaczeniowej, ale nie jest optymalna, jeśli uwazględnić obecny stan wiedzy na temat nauczania języka obcego.

Podstawową wadą medoty pattern drills jest przeraźliwa nuda. Wielokrotne powtarzanie zdań i wyrażeń, które zwykle nie mają żadnego związku z naszym życiem, może zabić pasję do nauki języków obcych nawet u najbardziej zmotywowanych uczniów. Krąży też dowcip o nowej nauczycielce języka obcego, która została przydzielona do grupy studentów prowadzonych metodą patterns. Aby zagaić, zapytała, kim są ich rodzice. Każdy ze studentów odpowiedział, że "mój ojciec jest lekarzem, a matka nauczycielką". Nowa nauczycielka zdziwiła się, że wszyscy rodzice wykonują ten sam zawód. Jednak, jak się potem okazało, odpowiedź uczniów nie miała nic wspólnego z rzeczywistością. Po prostu w ich podręczniku było zdanie "Mój ojciec jest lekarzem, a matka nauczycielką" i nie znali oni żadnego innego zwrotu ani słowa na określenie zawodu.

Faktycznie komunikacja ludzka nie jest schematyczna. Nie da się jej, jak wskazał na to Chomsky, zamknąć w zestawie kilkuset doskonale przećwiczonych zwrotów. Ucząc się języka obcego metodą patterns, zmuszeni jesteśmy dostosowywać świat do języka, a nie język do otaczającego świata, jak to zostało dobitnie wykazane w anegdocie, którą przed chwilą opowiedziałem. Dlatego ważne jest, aby uczeń w czasie nauki został wystawiony na częstą, dużą i bogatą ekspozycję różnorakich słów, zwrotów, konstrukcji itp. Jeśli uczeń w odpowiednio długim czasie nasiąknie bogactwem języka, wówczas będzie mógł we własciwym czasie dobyć z wypełnionego przez siebie skarbca mowy, odpowiedni i trafny zwrot.

Niestety nie prowadziłem badań na szerokiej grupie populacji. Nie mniej jednak obserwacja jednostkowych przypadków tak w rodzinie, jak wśród znajomych, którzy uwierzyli lansowanemu przeze mnie poglądowi, utwierdza mnie w przekonaniu, że obfita lektura przyczynia się w większym stopniu do nabycia czynnych kompetencji językowych niż rzeczona metoda pattern drills, metoda tłumaczeniowe, a nawet obowiązująca w chwili obecnej metoda komunikacyjna.

Zdanie reprezentowane przeze mnie na tym blogu nie jest moim oryginalnym wymysłem. Podzielam w tym względzie opinię światowej sławy językoznawcy Stephen Krashen'a, rosyjskiego dydatkyka Illi Franka, kanadyjskiego dyplomaty, a zarazem internetowego, językowego celebryty Steve Kaufmann'a, czy też amerykańskiego informatyka o przeciętnych zdolnościach językowych, któremu biegle udało się opanować język polski dzięki lekturze wszystkich tomów powieści o Harrym Poterze - David Snopek'a. 

Biorąc pod uwagę bezskuteczność szkolnej edukacji przez wiele lat oraz bankructwo wyżej wymienionych metod stosowanych na szeroką skalę na milionowych populacjach studentów, podjąłbym na Pana miejsu ryzyko i przyjąłbym jako docelową metodę lansowaną przeze mnie. Metodę, jak Pan słusznie zauważa, można streścić w następujący sposób:

1. Przerobić w krótkim czasie dowolny podręcznik do danego języka, przyswajając podstawowy zasób słów oraz zasady gramatyczne.
2. Rozpocząć bardzo intensywną lekturę książek obcojęzycznych, dbając o to, aby tematyka lektur była dla nas interesująca.


W czasie realizacji powyższego należy kierować się zasadami:

1. Zasada codziennej ekspozycji - powinniśmy mieć kontakt z językiem codziennie przez minimum 2 godziny.
2. Zasada autentyczności - czytamy książki, które nas interesują, o których chętnie byśmy porozmawiali.
3. Zasada "wbiegania na ślizgawkę". Nie da się wejść na wyślizganą górkę - trzeba na nią wbiec z rozpędu. Nauki języka nie należy rozwlekać na lata, lecz nauczyć się języka w rok-dwa.

Wynika z tego, że będziemy czytać co najmniej jedną powieść miesięcznie. Co najmniej, bo oczywiście można więcej. Po przeczytaniu około 2-3 tysięcy stron, można próbować opowiadać znajomym, rodzinie, lub sobie samemu, co się przeczytało, co było interesującego, z czym się zgadzamy, a co nas mierzi. Podczas dialogów/monologów wykorzystujemy zdania i słowa z przeczytanych książek. Czytając książki następne, staramy się zapamiętać zdania, które potem mogą nam być przydatne w czasie rozmowy. Warto założyć zeszyt specjalnie na ten cel. Można pisać recenzje przeczytanych przez siebie książek.

Efekt murowany.

wtorek, 31 maja 2016

Nauka i akwizycja języka

Dziś zajmiemy się niezwykle ważnym rozróżnieniem. Powiemy, czym różni się nauka od akwizycji języka obcego.

Nauka języka odbywa się wówczas, gdy przyswajamy język w warunkach sztucznie przez nas stworzonych. Są to na przykład lekcje języka obcego w szkolnej klasie, "przerabianie" podręcznika, słuchanie spreparowanych nagrań, nauka list słówek na pamięć.

Akwizycja języka to jego przyswajanie w realnych sytuacjach. Są to na przykład: rozmowa z obcojęzycznym przyjacielem, czytanie interesujących nas książek w języku obcym, zagraniczna podróż, wykonywanie pracy, w której konieczne jest posługiwanie się językiem obcym na co dzień.

Główną przyczyną niepowodzenia w nauce języków obcych jest to, że ograniczamy się właśnie tylko do nauki, zaniedbując akwizycję. Nauka to tak, jakby przeczytać książkę o pływaniu. Akwizycja to wejście do basenu i podjęcie próby pływania.

Nie ma możliwości opanowania języka obcego na satysfakcjonującym poziomie bez używania go w realnych sytuacjach odnoszących się bezpośrednio do nas - innymi słowy nie ma nauki bez akwizycji.

wtorek, 10 maja 2016

Język w rok na własnej skórze: miesiąc 4 - przygotowania do wyjazdu

W ramach mojego projektu "Język w rok":

Przeczytaj o moim projekcie "Język w rok"

, podczas którego uczę się języka włoskiego "od zera", zbliżam się do końca kursu Assimil. Myślę, że cały kurs Assimil zostanie ukończony gdzieś w połowie maja. Wówczas przejdę do intensywnej nauki drugiego podręcznika - "Język włoski dla początkujących" wydawnictwa Wiedza Powszechna, który teraz ledwie przeglądam.

Powoli też kończę lekturę pierwszej książki uproszczonej. Od maja zacznę, zgodnie z planem wkuwanie podręcznika "Język włoski dla początkujących" Wiedzy Powszechnej.

Swój plan nauki uzupełniłem o wyjazd do Włoch. Chciałbym, aby ten wyjazd przyczynił się do zwiększenia mojej motywacji do nauki w najbliższych miesiącach oraz aby poprawił moją płynność w mówieniu.

Wyjazd nastąpi w drugiej połowie sierpnia 2016. Wyjadę na 10 dni, a miejscem docelowym będzie Mediolan oraz okoliczne miasta, np. Turyn, Genua, Werona. W czasie wyjazdu chciałbym przetrenować następujące sprawności:

- lotnisko - rozumienie komunikatów, odprawa
- dworzec kolejowy - rozumienie komunikatów, zakup biletów, uzyskanie informacji o pociągu
- komunikacja miejska - zakup biletów, obsługa automatów biletowych, rozumienie komunikatów
- sklep - zrobienie zakupów spożywczych, zakup odzieży
- restauracja - złożenie zamówienia, prośba o rachunek
- hotel - zakwaterowanie, wykwaterowanie
- poczta - zakup pocztówek i znaczków
- muzeum - zakup biletów, zrozumienie przewodnika
- kontakty z ludźmi - opowiedzenie o sobie, nawiązanie krótkiej rozmowy, wymiana uprzejmości

Dodatkowo każdego dnia wieczorem będę studiował podręcznik przynajmniej godzinę dziennie.

Naturalnie z mojego wyjazdu zdam szczegółową relację w odcinkach wraz ze zdjęciami (fotostory). Wyjazd ten będzie też swego rodzaju sprawdzianem, jaki poziom osiągnąłem na półmetku mojego projektu.

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Najlepszy podręcznik do nauki języka niemieckiego

Dzisiaj chciałbym zastanowić się, które podręczniki można by polecić osobie uczącej się języka niemieckiego. Odpowiedź na to pytanie uzależniona jest od wieku, poziomu zaangażowanie i trybu nauki (samodzielna czy w grupie). Poczyńmy jednak pewne założenie wstępne. Chodzi mi o naukę samodzielną (jeśli uczysz się w grupie, to materiały wybierze i tak nauczyciel), jesteś raczej osobą dorosłą lub zbliżającą się do dorosłości. W tej sytuacji polecam podręczniki:

Stanisław Bęza, Nowe repetytorium z gramatyki języka niemieckiego
Od lat niekwestionowany lider, jeśli chodzi o materiały do powtarzania i utrwalania gramatyki niemieckiej. Książka przeznaczona dla osób na poziomie średniozaawansowanym. Wolna od błędów, kompleksowa, trudna. Daje bardzo solidne podstawy, ugruntowuje znajomość gramatyki.


Jeśli ktoś lubi tradycyjne, kolorowe podręczniki, używane zwykle na kursach, to jednym z wiodących jest:

Alles klar
Podręcznik znany i ceniony od lat. Przemyślany i uporządkowany. Przeznaczony dla polskiego odbiorcy. Bez wątpienia jeden z najlepszych i najchętniej wybieranych.

Podręczniki wydawnictwa Wiedza Powszechna
Jeśli ktoś nie lubi kolorowych podręczników, skazany jest na samouczki Wiedzy Powszechnej. Generalnie jest to dobre i zachwalane przeze mnie wydawnictwo. W przypadku podręczników do języka niemieckiego, wydają mi się one słabsze niż do włoskiego (rewelacja) czy hiszpańskiego (super). Ale nauczyć się da.

Assimil
Tradycyjnie też polecam naukę metodą Assimil, zwłaszcza jeśli ktoś nie lubi zakuwać słówek, lubi dużo nagrań audio, i nie przepada za gramatyką. Z pewnością kurs taki nie jest wystarczający, ale daje pewne podstawy na początku nauki. Więcej o kursach Assimil możesz przeczytać w tym artykule:
Moja opinia o kursach Assimil

Język niemiecki w rok w Szkole DIETEL
Jeśli jednak wolałbyś się uczyć z nauczycielem, to polecam Ci roczny kurs online w Szkole Języka Niemieckiego DIETEL:

czwartek, 31 marca 2016

Czy wiek ma znaczenie w nauce języka?

Jeden z czytelników bloga zamieścił komentarz takiej treści:

"[...] Próbuje nauczyć się angielskiego. Mam już 44 lata i ciężko mi się skupić, oraz przeraża mnie ilość materiału do nauki. Czy jestem wstanie to wszystko zapamiętać, a potem używać tego w rozmowie. Mam dużo podręczników : Angielski Assimil, Mówimy po Angielsku Szkutnika, Angielski dr Krzyżanowskiego, Angielski Dobrzycka, Angielski Redpoint, Instant English J.P. Sloana......... i od roku nie wiem z czego się uczyć ;-) oraz jaką metodę nauki przyjąć."

W gruncie rzeczy obiekcje zgłaszane przez naszego czytelnika są typowe. Spróbujmy się im przyjrzeć.

"Próbuje nauczyć się angielskiego."

Niestety przyjęcie tej taktyki nie będzie skuteczne. Pisałem o tym w artykule:
http://jezykwrok.blogspot.com/2014/11/nauka-jezyka-obcego-jest-jak-slizgawka.html

Zasadniczo chodzi, że nauka języka jest jak wchodzenie na wyślizganą górkę. Jeśli robimy to małymi kroczkami, wówczas buksujemy i nie udaje nam się pokonać wzniesienia. Jeśli wbiegamy z rozpędu, wówczas udaje nam się wbiec na szczyt.
Tak samo jest z nauką języka. Niezbędna jest determinacja. Niezbędna jest duża ilość czasu każdego dnia.

"Mam już 44 lata"

Istnieje faktycznie mit, że z powodu wieku tracimy zdolności do nauki języka obcego. Oczywiście wiek ma znaczenie w nauce języka obcego, ale nie ma tu prostej zależności, że zdolności przyswajania zmniejszają się wraz z upływającym czasem. Generalnie wygląda to tak:
- W wieku kilku lat (3-4) zatracamy zdolność naturalnej absorbcji języka. Po tym okresie już nie jesteśmy w stanie uczyć się tylko poprzez słuchanie. Musimy zrozumieć - ktoś musi nam wytłumaczyć. Potrzebujemy nauczyciela lub samouczka.
- W wieku około 10 lat wykształca się nasz aparat mowy. Po tym okresie już prawie całe życie będziemy mówić przynajmniej z lekkim akcentem.

I na to nie mamy wpływu. Natomiast jeśli chodzi o tempo nauki słownictwa, gramatyki, płynność w mówieniu, zdolność rozumienia ze słuchu, to oczywiście osoba dorosła uczy się szybciej niż dziecko. I wie to każdy, kto próbował odrabiać z dzieckiem lekcje.

"ciężko mi się skupić"

Jest to realny problem, który może być istotną przeszkodą w nauce. Niemożność skupienia się lub zwykłe lenistwo jest reakcją obronną naszego organizmu, aby nie angażować uwagi i zasobów biologicznych w rzeczy, które są nam niepotrzebne.
Podam przykład: największy nieuk w klasie, ktoś jadący na samych jedynkach i nie znający ani jednego słówka, na wakacjach poznał ładną Brytyjkę (podobno są takie). Nagle stał się prymusem w nauce języka angielskiego. Ot, co daje motywacja.
Inny przykład: ktoś, kto całe życie "zaczynał naukę angielskiego" nagle dostał propozycję awansu. Awans jest jednak uzależniony od tego, że w ciągu 6 miesięcy nauczy się komunikować po angielsku. Nagle ten zapracowany człowiek, który wiecznie zaczynał, znajduje 4 godziny dziennie na naukę i praktykę.

Niestety bez motywacji nie da się nauczyć języka. Jeśli nie możemy znaleźć czasu w trakcie dnia, jeśli jesteśmy zajęci i mamy tysiąc innych spraw, jeśli nie możemy się skupić na podręczniku, to... być może po prostu my tego języka do niczego nie potrzebujemy! To nie jest tak, że wszyscy muszą znać języki obce, to nie jest tak, że każdy musi biegle porozumiewać się po angielsku. Być może zamiast katować się angielskim, lepiej spędzić ten czas z rodziną - będzie więcej pożytku. A przecież i tak większość ludzi nigdy nie wykorzysta zdobytej wiedzy językowej. Więc po co?

No właśnie: po co? Od odpowiedzi na to pytanie tak naprawdę uzależnione jest to, czy odniesiemy sukces.

"przeraża mnie ilość materiału do nauki"

Bo bez wątpienia materiał jest ogromny, wręcz przytłaczający. W istocie nie można nauczyć się języka obcego. Sam studiowałem filologię obcą. Studia rozpocząłem znając już nieźle język. Podczas studiów poświęcałem do 10 godzin dziennie na naukę. A i tak nie mam poczucia, że znam ten język świetnie. Moja żona jest cudzoziemką mieszkającą w Polsce od 10 lat. Ciągle ma wątpliwości, ciągle nie czuje się swobodnie.

Powiem więcej, tak naprawdę nikt z nas nie zna do końca nawet swojego języka ojczystego. Musimy się z tym pogodzić, że języka uczymy się całe życie i nigdy, powtarzam, nigdy nie będziemy go znali perfekcyjnie. Opowieści o tym, że ktoś zna kilka języków biegle, można włożyć między bajki. Ogłoszenia o pracę, w których poszukują się osób z "doskonałą znajomością języka obcego" są pisane przez ćwierćinteligentów. Należy pamiętać, że umiejętność zamówienia pizzy to nie jest znajomość języka.

Skoro rzeczy tak się mają, musimy się pogodzić z tym, że języka możemy nauczyć się tylko w pewnym zakresie. W jakim? To zależy od naszych potrzeb. Być może wystarczy nam umiejętność przeglądania stron internetowych. Być może chodzi o spędzenie wakacji za granicą.

W każdym razie musimy stawiać sobie cele długoterminowe i krótkoterminowe. Celem długoterminowym może być nauczenie się 3000 słów i zwrotów. Inny cel długoterminowy to przeczytanie powieści Dickensa po angielsku. Jeszcze innym celem może być wycieczka do Londynu i umiejętność kupienia biletu na metro. Na pewno nie powinniśmy określać naszego celu jako "nauczenie się języka". Jest to cel zbyt odległy, zbyt mglisty. Nigdy nie będziemy też w stanie sprawdzić, czy osiągnęliśmy cel, nie będziemy mogli się z realizacji celu cieszyć.

Niezależnie od celów długoterminowych musimy wyznaczyć sobie cele krótkoterminowe. Np. do końca miesiąca nauczę się 100 nowych słówek. Albo: przez weekend przeczytam 5 stron jakiejś książki. Albo poznam dokładnie słownictwo, które jest niezbędne podczas wycieczki do Londynu z podręcznika ABC.

Dzięki takiemu podejściu będziemy cieszyć się każdym sukcesem, a nie demotywować bezładną masą materiału do ogarnięcia.

"Czy jestem wstanie to wszystko zapamiętać"

"To", to znaczy "co"? "Tego wszystkiego" zapamiętać się nie da. 100 słów z podręcznika Dobrzyckiej zapamiętać się da. Znów kłania się nam umiejętność wyznaczania sobie celów krótkoterminowych i długoterminowych.

"a potem używać tego w rozmowie"

Faktycznie jest taka tendencja w dydaktyce języków obcych, aby eksponować sprawność mówienia. Takie podejście "komunikacyjne" stoi w opozycji do podejścia z poprzednich stuleci, gdzie ważna była przede wszystkim umiejętność czytania.
Ale: nie będziecie umieli mówić, jeśli nie będziecie czytać. Mówienie to bardzo trudna sprawność i wymaga długich godzin nauki i ćwiczeń. Nie stresowałbym się nadmiernie tym, że nie potrafię nic powiedzieć. Zawsze rozpoczynam naukę języka od czytania, a nie od mówienia. I przez czytanie rozumiem przeczytanie 40 powieści, a nie urywku z gazety.
Proszę zauważyć, że dzieci zaczynają mówić "mama" po roku słuchania. Tak samo jest z ludźmi dorosłymi: najpierw słuchanie i czytanie, potem mówienie.

"Mam dużo podręczników [...] i od roku nie wiem z czego się uczyć "

Zacząłbym od Dobrzyckiej w połączeniu z Assimilem. Przynajmniej ja zawsze tak się uczę języka. W przypadku Dobrzyckiej - realizowałbym dwie lekcje na tydzień. Podręcznik zostanie ukończony po 6 miesiącach. Do kolejnej lekcji przechodziłbym nawet wówczas, gdy nie miałbym poczucia, że wszystko znam doskonale.
W przypadku Assimila, czytałbym i słuchał 1 lekcji przez dwa dni. Po 6 miesiącach skończyłbym obydwa samouczki. To daje około 3000 słów, co pozwala na czytanie prostych lektur.

wtorek, 29 marca 2016

Język w rok na własnej skórze: miesiąc 3 - lektury uproszczone

W trzecim miesiącu nauki języka poczułem się na siłach, aby rozpocząć czytanie książek. O konieczności czytania w nauce języka pisałem więcej tutaj:

O co chodzi z tym czytaniem?

W chwili obecnej będą to jeszcze lektury uproszczone, aby uniknąć wypisywania ogromu słówek. Jako pierwszą wybrałem lekturę na poziomie A1: Giovanni Boccaccio, Decameron.

http://www.ettoi.pl/jezyk-wloski-lektury-i-lekturki-letture-graduate-eli-giovani-a1-b1-c-2_86_212/decameron-novelle-scelte-cd-audio-p-4680

Jestem dość zadowolony. Nigdy nie miałem okazji przeczytania Decamerona, a dzięki tej lekturze zapoznam się z zarysem treści. Jest ona niejako streszczeniem.
Lektura uproszczona na poziomie A1 wymaga znajomości 600 słówek. Muszę powiedzieć, że czytam ją bez problemu, sprawdzając tylko od czasu do czasu jakieś nieznajome słówko. Po przerobieniu lektury, przesłucham dołączoną do niej płytę.

W czasie czytania korzystam ze słownika "Uniwersalny słownik włosko-polski" wydawnictwa Rea. Atutem słownika jest to, że został oparty na renomowanym słowniku włoskim "Lo Zingarelli minore". Dodatkowo format słownika jest bardzo poręczny. Jest to opasły słownik, ale dobrze leży w dłoni. Można po niego sięgnąć jedną ręką. Dzięki temu dobrze się korzysta podczas czytania. Nie cierpię słowników dwutomowych, jak również takich, których nie da się utrzymać w dłoni. Z tym nie ma takich problemów. Póki co ten słownik jest za duży jak na moje możliwości, ale postanowiłem od razu kupić duży słownik, ponieważ nie chciałem wydawać pieniędzy dwa razy. Zapłaciłem raz a dobrze i mam słownik na lata, a nie tylko na początek nauki:

http://www.rea-sj.pl/uniwersalny-slownik-wlosko-polski/330/

Jestem bardzo zadowolony z formatu i jakości wykonania tego słownika. Nie potrafię go jeszcze ocenić od strony merytorycznej. Opinie znalezione w Internecie są bardzo pozytywne. Mam nadzieję, że się nie zawiodę.

Nie katuję się czytaniem. Zacząłem z wolna. Dziennie czytam zaledwie stronę. Kiedy uporam się z lekturą na poziomie A1, przystąpię do lektury na poziomie A2, potem B1. I tak, zgodnie z założeniem eksperymentu, od 1 stycznia 2017 roku chciałbym już umieć czytać lektury w oryginale z niewielką pomocą słownika.