piątek, 26 sierpnia 2016

Język w rok na własnej skórze: miesiąc 8 - relacja z wyjazdu

Jeśli nie jesteś stałym czytelnikiem mojego bloga, wpierw przeczytaj o projekcie "Język w rok":

Ogólnie o projekcie "Język w rok"

Oto wróciłem! W ósmym miesiącu nauki języka włoskiego odbyłem zapowiadaną wcześniej 10-dniową podróż do Włoch. Zwiedziliśmy północ Italii, a centralnym ośrodkiem naszego wyjazdu był Mediolan - miasto projektantów mody, ale też ciekawych zabytków:



Mediolan to mekka zakupoholików. Znajduje się tutaj mnóstwo butików marek mniej lub bardziej znanych i renomowanych. Powyżej fotografia z miejsca najbardziej prestiżowego - Galerii Emmanuela. W tym pasażu handlowym obejmującym kilka centralnych, zadaszonych uliczek Mediolanu, mają swoje butiki największe i najbogatsze marki modowe. Te mniejsze muszą zadowolić się lokalizacjami mniej prestiżowymi.

Tuż obok Galerii Emmanuela znajduje się bodaj najbardziej znany zabytek Mediolanu i zarazem symbol tego miasta - słynna katedra Duomo:

 
 
Budowla robi wrażenie, zwłaszcza o zachodzie słońca. Do zwiedzenia w Mediolanie jest jeszcze kilka ciekawych miejsc, jednak jeśli ktoś nie przyjechał do stolicy włoskiej mody na zakupy, to miasto jest do obejścia w jeden, maksimum dwa dni. Warto jednak tu przyjechać i potraktować Mediolan jako bazę wypadową do innych pobliskich miast, co też sam uczyniłem.
 
Już drugiego dnia wyruszyłem pociągiem do Genui - rodzinnego miasta Krzysztofa Kolumba. Miasto to, dość urokliwe, rozkłada się nad brzegiem morza, a jego serce bije w starym porcie i w uliczkach, które od niego odchodzą. Zwiedzić tu można jedno z największych w Europie akwariów z okazami rekinów, ryby piły, delfinów, pingwinów, piranii i wielu innych gatunków zwierząt wodnych. Bilet wstępu jest nieprzyzwoicie drogi, a zwiedzanie utrudniają chmary rozwrzeszczanych dzieci, lecz mimo wszystko warto odwiedzić ten zoo-park.
 
Kolejne punkt na trasie swojej wycieczki wybrałem ze względu na swoje zamiłowanie do włoskiej motoryzacji. Będąc na północy Włoch, odwiedziłem muzeum motoryzacji w Turynie. Można tu obejrzeć masę ciekawych egzemplarzy samochodów zabytkowych, ze szczególnym uwzględnieniem włoskiej myśli technicznej. Mi spodobał się zwłaszcza ten model Alfy Romeo:
 
 
 
Szkoda, że dziś po ulicach nie jeżdżą już tak piękne samochody.
Turyn jest też bazą wypadową dla miłośników włoskich Alp, a także miejscem docelowym wielu pielgrzymów, wierzących w nadprzyrodzone właściwości znajdującego się tam całunu.
 
 
Kolejnym przystankiem podróży było jezioro Como, znajdujące się u podnóża Alp. Jezioro to jest miejscem drogim i prestiżowym. Słyszałem, że swoje domy mają tu amerykańskie gwiazdy muzyki pop oraz filmu. Ja sam spędziłem dzień nad jeziorem Como w miejscowości Lecco:
 
 
 
 
Miejsce z pewnością urokliwe, choć ucywilizowane i nie tak dzikie jak tatrzańskie jeziora.
 
 
W końcu zawitałem do Werony - miasta znanego głównie dzięki tragicznej historii pary zakochanych - Romea i Julii. I właśnie to dom Julii, ze słynnym balkonikiem, na których zwykła wyczekiwać na swojego ukochanego, jest najbardziej obleganym zabytkiem miasta. A miasto jest nasączone włoskością. Kipi urokliwymi uliczkami, wąskimi kamieniczkami, restauracyjkami i kafejkami z wybornym jedzeniem. Jeśli w dzieciństwie wyobrażałem sobie Włochy, to wyobrażałem je sobie właśnie takie, jakie ujrzałem w Weronie. A to rzeczony, słynny balkonik Julii:
 




Prawda, że uroczy? Kontemplując jego piękno, trudno się wszakże skupić, że względu na dobiegające zewsząd odgłosy cmoknięć zakochanych, którzy przybyli na to miejsce, zapewne w celu scementowania swojej miłości.

To tyle, jeśli chodzi o przebieg podróży. Zainteresowanych tą częścią Włoch, odsyłam do stosownych przewodników i blogów podróżniczych. My przejdźmy do sedna, a więc do języka włoskiego, którego konsumpcja wśród rodowitych mówców miała być celem i treścią tej wycieczki.

W czasie wyjazdu wykorzystałem język, którego się uczę od ośmiu miesięcy, w następujących sytuacjach:

1. Zameldowałem się w hotelu. Poinformowałem recepcjonistkę, że mam tu zarezerwowany pokój. Zrozumiałem, że mam podać dokument oraz wypełnić formularz rejestracyjny, który też był w języku włoskim. Zapewne otrzymałem taką wersję, z uwagi na to, że już na wstępnie zagaiłem w języku tubylczym. Zrozumiałem też dyspozycje recepcjonistki, zwłaszcza dotyczące wydania klucza itp.

2. Kupiłem bilety. Zrozumiałem cenę i przekazałem odpowiednią ilość gotówki.

3. Zrobiłem zakupy w sklepie, co nie było przesadnie trudne z uwagi na to, że był to market.

4. Zamawiałem jedzenie w restauracjach i prosiłem o rachunek. Raz udało mi się nawet pogawędzić z kelnerem. Był to żartowniś, który starał się każdemu klientowi zrobić jakiegoś sympatycznego psikusa. Po zjedzonym posiłku postanowiłem również pożartować, zapytując, czy za obiady w tej restauracji należy płacić. Kelner nie stracił poczucia humoru i odpowiedział, że "dla przyjaciół knajpa jest bezpłatna, więc nic nie płacę".

5. Kupiłem kilka książek w księgarni. Tu jednak poległem, gdyż sprzedawca zadał mi pytanie, którego nie zrozumiałem. Chyba chodziło o jakąś kartę rabatową. Do dziś nie mam pewności.

6. Kupiłem małżonce buty, co było trudnym wyzwaniem. Trzeba było bowiem prosić o "rozmiar nr..." oraz "buty o rozmiar większe" oraz "pół numeru mniejsze". Sympatyczna sprzedawczyni była przy tym wyjątkowo gadatliwa i nie ułatwiała mi zadania, opowiadając o każdym produkcie i wychwalając jego zalety. Mówiła po włosku i mówiła szybko, ani przez chwilę nie upewniając się, że wszystko rozumiem, uznając to za pewnik. Czyżby myślała, że jestem cudzoziemcem na stałe mieszkającym we Włoszech.

7. Oczekując na pociąg, odbyłem pogawędkę ze starszą panią. Rozmowę sam zainicjowałem po tym, jak obwąchał mnie jej piesek. Zapytałem, jak piesek się wabi i pochwaliłem, że ładny. Pani zapytała mnie, czy też mam psa. Gdy dowiedziała się, że mam prawdziwe zoo w domu, była cała w skowronkach.

Było też kilka innych sytuacji, jak zakup pamiątek, targowanie się z ulicznym sprzedawcą itp.

Tak to mniej więcej wyglądało. Każdego dnia mogłem wykorzystać swoją znajomość języka i zazwyczaj szło mi na akceptowalnym poziomie, to znaczy osiągałem swój cel.

Do końca roku pozostały 4 miesiące. Spożytkuję je na dalsze studiowanie podręcznika Wiedzy Powszechnej oraz lekturę książek, które nabyłem.

To tyle na gorąco. Jeśli coś przyjdzie mi do głowy, dopiszę.